środa, 18 stycznia 2017

Julebordell ;-)

Julebord "świąteczny stół" - norweska wigilia firmowa czyli oficjalna impreza z wytworną kolacją i strojami galowymi, to swego rodzaju fenomen. Potrafi ona bowiem przemienić ułożonych, powściągliwych Norwegów w prawdziwe alkoholowe bestie, królów parkietu i demonów seksu. Ja osobiście wolę określenie "julebordell" (świąteczny burdel), bo to co tam się wyprawia przypomina bardziej burdel niż wigilię. 

Sami Norwegowie mówią, że to, co się dzieje na julebord, zostaje na julebord. Jest to swego rodzaju norweskie Las Vegas. 😂

Z reguły wigilie firmowe organizowane są w grudniu przed świętami ale i styczeń obfituje również w tego typu imprezy. 


Nasi koledzy zmieniają się wtedy nie do poznania. Cisi i spokojni - szaleją na parkiecie. Na co dzień kulturalni i powściągliwi - krzyczą i tańczą na stołach, a nieśmiali uprawiają dzikie harce w toalecie. Nic mnie nie zdziwi. Tańczący nago szef na stole, oddający mocz kolega w sali królewskiej, inny dogorywający w kącie z kolorowym pawiem na garniaku czy kolega z koleżanką wyrywający zawiasy drzwi od toalety w miłosnych uniesieniach (niezależnie czy są w innych związkach czy nie). 

Tak po norwesku rozumiana jest firmowa wigilia. Niezapomniane wrażenia! 

Suknie wieczorowe i garnitury pod koniec trwania imprezy już do strojów galowych zaliczyć się nie da. Żaden szanujący się Norweg nie wychodzi o własnych siłach z takiej imprezy. 


Podsumowując - ludzie wystrojeni jak na wesele, jedzą i piją jak na weselu, jest nawet noc poślubna ale nie ma młodej pary. 😜 Wszyscy zmieniają się nie do poznania jak za pomocą czarodziejskiej różdżki czy magicznego wysokoprocentowego eliksiru. Na drugi dzień udają, że cię nie znają i nic się nie stało. 


Hva som skjer på julebord, forblir på julebord. 😉

czwartek, 12 stycznia 2017

Gratulerer med spire - gratuluję zakiełkowania 😉🌱

Planowany na wiosnę zakup motocykla wziął w łeb. Nie ma sensu dłużej tego ukrywać. Jestem w stanie błogosławionym. 🤰Choć prawdę mówiąc nie wiem, kto wymyślił to określenie. Jak bowiem błogosławionym można nazwać stan, w którym czujesz się jak g*💩, praktycznie cały dzień leżysz w łóżku, jesteś zmęczona, senna, masz nudności cała dobę, wymiotujesz, nie możesz nic jeść ani pić, nawet patrzenie na jedzenie sprawia ból, na dodatek wszystko śmierdzi. Otwieranie lodówki to koszmar, który wyciska łzy. Gotowanie? Zapomnij! Jedyne o czym marzysz to porządnie beknąć i puścić bąka a najlepiej stracić przytomność i obudzić się jak wszystko minie. To jest faktycznie błogosławieństwo. 
Ciąża - cudowny stan dla każdej kobiety, czytamy coraz to piękniejsze opisy tej wspaniałej podróży do bycia matką. A ja się pytam, czy to na poważnie? Czy kobiety są masochistkami czy celowo wprowadzają w błąd inne kobiety. Cóż bowiem pięknego jest w ciągłym kacu gigancie i niekończącym się zatruciu pokarmowym. Z opowiadań wiem, że najlepsze jeszcze przede mną. Noszenie wielkiego brzucha, ból pleców, trudności ze snem, żylaki na nogach, opuchlizna, hemoroidy, zadyszka, owłosienie w dziwnych miejscach i na koniec totalna masakra miejsc intymnych połączona z bólem nie do opisania. Już się nie mogę doczekać. 😉
Dlaczego nikt nie napisze szczerze - to koszmar ale dasz radę i maluch wynagrodzi Ci to wszystko. 
I oczywiście mądrości życiowe i rady "doświadczonych" koleżanek. Dupa ci pęknie, rozedrze cię, nie będziesz trzymała moczu, nie będziesz mogła skakać na trampolinie, bo ci macica wypadnie itp. itd. Magia macierzyństwa. 😜 
Widzę, że mam przed sobą cudowny okres wyczekiwania nowego członka rodziny. 
Tak naprawdę bardzo się cieszę, bo dziecko to spełnienie naszych marzeń, jednak droga do macierzyństwa bynajmniej nie jest usłana różami jak to się przedstawia. 😉
I tutaj specjalne podziękowania dla Panów. Nie dałybyśmy rady bez Was przejść przez ten trudny dla nas okres. Pamiętajcie, jesteście wielcy! Dziękujemy! 💑

piątek, 23 grudnia 2016

Bożonarodzeniowa gorączka prezentów po norwesku

Zbliża się okres Świąt Bożego Narodzenia, Wigilii, rodzinnych spotkań, obdarowywania się prezentami. W tej kwestii Norwegowie mają trochę bardziej pragmatyczne podejście niż my Polacy. Nikt tu nie bawi się w zgadywanki, co komu kupić. Nikt nie chce sprawić bliskiej osobie niespodzianki. Po co się stresować i martwić, że nietrafiony prezent trafi na dno szuflady? Norwegowie mają na to sposób - "ønskeliste" czyli listę rzeczy, których pragną. Każdy domownik przygotowuje ową listę. Następnie się nią wymieniają i tym sposobem, każdy otrzymuje to czego chce. Zero niespodzianek.
Niektórzy sami sobie kupują to czego w danym momencie potrzebują bez "obciążania" bliskich niepotrzebnym stresem. I gotowe, prezent pod choinkę załatwiony. Zero rozczarowań.

Jeżeli masz jednak samodzielnie pomysł na prezent dla Norwega nie zapomnij o "byttelapp" przy jego zakupie. Nie liczy się pomysłowość i ile serca włożysz w kupienie danego prezentu. To normalne, że jeżeli nie przypadnie on do gustu obdarowanemu zostanie wymieniony. Bez skrupułów. Jedno jest pewne. Wybranie idealnego podarunku dla drugiej osoby Norwegów nie stresuje. Jest przecież i byttelapp i gavekort. Niech obdarowany sam sobie wybierze prezent albo go wymieni. I problem z głowy.

Dlaczego my Polacy musimy tak wszystko komplikować i mieszać we wszystko nasze uczucia. Szukać prezentów jedynych w swoim rodzaju i czekać na reakcję obdarowanego w momencie ich rozpakowania. Czekać na tą radość w oczach i poczuć się jak superbohater trafiając z prezentem w dziesiątkę. To już wyszło z mody. Wg norweskiej tradycji każdy sam sobie kupuje co chce, ewentualnie przygotowuje ønskeliste z tym czego sobie życzy.

Jeden starszy gość, z którym pracuję opowiedział mi, że oni w każde święta u niego w rodzinie obdarowują się gotówką. Jeden daje drugiemu pieniądze tak, że wychodzą na zero więc w tym roku chyba sobie odpuszczą, bo jak nikt nikomu nie da to i tak wyjdzie na to samo. Ewentualnie, jak twierdzi, pójdą z duchem czasu i sobie kasę "zvippsują" (Vipps - aplikacja banku DNB dzięki, której można sobie przesyłać pieniądze smartfonem). Jednym słowem - magia świąt.
Inny opowiadał jak to jego dziadkowie ustalali sobie granicę kupna prezentu na określoną kwotę. W Wigilię dziadek dawał babci dokładnie taką sumę pieniędzy, a babcia dziadkowi, więc widzimy, że przypadek kolegi nie jest odosobnionym. ;)

Niestety niektórych rzeczy nie będę chyba w stanie do końca zrozumieć w tym pięknym kraju.

Wesołych Świąt kochani! God jul! Czyli jak moja mama pierwszy raz przeczytała życzenia po norwesku - "gud żul"!  :D

wtorek, 6 grudnia 2016

Både eller begge?

"Både" i "begge" mają podobne znaczenie ale używane są różnie. 
Både
Både musi zawsze być używane razem z "og". Może się odnosić do więcej niż dwóch rzeczy. 
Både du og jeg er på kafé. I ty i ja siedzimy w kafejce. Zarówno ty jak i ja.
Jeg ser både Ola, Tom og Martin. Widzę i Olę i Toma i Martina. 
Begge
Begge może być używane samodzielnie albo razem z rzeczownikiem. Rzeczownik w formie określonej.  
Hvor er Ola og Kari? Begge er hjemme. Gdzie jest Ola i Kari. Oboje są w domu.
Jeg likte begge filmene. Podobały mi się obydwa filmy. 
Często używamy "begge to" kiedy mówimy o osobach lub zwierzętach. Można też używać tego określenia w odniesieniu do konkretnych rzeczy.
Jeg så Ola og Kari i går. Begge to var på kino. Wczoraj widziałam Olę i Kari. Obydwoje byli w kinie.
Vil du ha dette eplet eller dette eplet? Jeg vil ha begge to. Chcesz to jabłko czy to? Chcę obydwa. 
W powyższych przykładach możemy rownież użyć samego "begge".
Begge deler
Begge deler używamy kiedy mówimy o czymś ogólnym, o czymś czego nie da się policzyć. Odnosi się to również do czasowników.
Liker du te eller kaffe? Jeg liker begge deler. Lubisz herbatę czy kawę. To i to.
Skal du synge eller danse i morgen? Jeg skal gjøre begge deler. Jutro będziesz śpiewać czy tańczyć? Będę i śpiewać i tańczyć.
Nie możemy używać "begge deler" mówiąc o konkretnych rzeczach. W pierwszym przykładzie mówimy o sukience i spódnicy ogólnie jako części odzieży ale w drugim przykładzie mówimy o konkretnej sukience i konkretnej spódnicy.
Liker du kjole eller skjørt best? Jeg liker begge deler. (Generelt) Co lubisz bardziej sukienki czy spódnice? I to i to.
Liker du kjolen eller skjørtet best? Jeg liker begge to. (Spesifikt) Podoba ci się bardziej ta sukienka czy ta spódnica? Obydwie mi się podobają. 
* Ola to imię męskie dlatego we wszystkich przykładach została zastosowana odmiana rodzaju męskiego. 

wtorek, 29 listopada 2016

Nappe laksen

Język norweski wydaje się być dość ubogim, jednak znajdziemy w nim mnóstwo eufemistycznych określeń wypróżniania się, seksu czy masturbacji. Jeżeli chodzi o ten ostatni to dziwni mnie fakt, że Norwegowie przyrównują swoje przyrodzenie do cebuli. Nikt tu nie wali dumnie jak My Polacy konia a skubie właśnie tą nieszczęsną cebulę, co brzmi co najmniej dziwnie. Cebula raczej nie przypomina penisa no ale ja Norwegom w majtki nie zaglądam więc się nie znam. :D Dobrze, że inne "bardziej dumne" określenia też mają. Walenie biskupa, polerowanie rakiety, czy głaskanie parówki też tu znajdziecie. Bawcie się grzecznie! :)

czwartek, 24 listopada 2016

Zastanów się dwa razy zanim poprosisz o coś Norwega ;-)

Tego się nie spodziewałam. Dostałam dzisiaj reprymendę od kolegi z pracy za używanie "vennligst" (proszę). :D Jak się bowiem okazało jest to interpretowane jako rozkaz i niezbyt miłe proszenie o cokolwiek. Jak tłumaczył - "vennligst" używa się, kiedy chce się być surowym. Na pytanie co należy w takim razie używać, żeby nikogo nie urazić, "er du snill" (proszę) czy coś innego, odpowiedział, że wystarczy zapytać czy dana osoba "har mulighet" (ma możliwość), żeby coś zrobić a nie prosić ją "proszę zrób to".
A chcecie wiedzieć co go tak uraziło? Napisałam do niego "jeg ber deg vennligst om å hjelpe meg" chcąc być miła i nie mając żadnych złych intencji. Wydawało mi się, że to zwrot grzecznościowy. Tak ku przestrodze. Uważajcie jak prosicie Norwegów. ;-)

czwartek, 17 listopada 2016

Podkołdernik jadowity

Dobrze moi drodzy, koniec lenistwa. Już dawno nie wrzucałem żadnego nowego posta i najwyższy czas to zmienić. Norwegia tak działa na człowieka, że wraz z nadejściem jesieni i zimy zaczyna się wegetacja. Smętne wypady do pracy jakby w letargu a w domu gorąca herbata, koc i kominek. Cały czas ciemno. Zwalnia tempo życia, ilość uderzeń serca na minutę, obniża się ciśnienie. Na szczęście niektórzy Norwegowie potrafią nam je skutecznie podnieść. Wystarczy iść na spotkanie w spółdzielni mieszkaniowej albo próbować załatwić jakąś sprawę w urzędzie. Już nie trzeba nam żadnej kawy. ;-) Jednak we wszystkim zawsze trzeba szukać tej pozytywnej strony, żeby już całkiem nie zwariować. Moją pozytywną stroną są ludzie, z którymi pracuję. Dzięki nim nauka języka to czysta przyjemność a i dbają dokładnie o to, żeby mi nie zabrakło "potrzebnego" słownictwa. Większość tematów rozchodzi się o załatwianiu potrzeb fizjologicznych i pracy, którą wykonujemy. Chłonę to wszystko jak gąbka i w miarę możliwości dzielę się z Wami, gdyż uważam, że nauka języka to nie tylko piękne i kulturalne słownictwo. To potoczne jest również bardzo ważne, aby posługiwać się językiem w sposób naturalny i zjednywać sobie rozmówców. Poczucie humoru jest tu niezastąpione. Z tą myślą powstał właśnie ten blog. Słownictwa, którego nie poznacie z książek i podręczników do nauki języka. 
Bardzo się cieszę, że towarzyszycie mi w tej przygodzie z norweskim. Dobrej nocy i do usłyszenia! :) 
A i tytułowy "cichacz" to snikende morder :D